Dawno, dawno temu, za górami, za lasami….. tak zaczyna się prawie każda bajkowa przygoda…………….

Moja przygoda z decoupage zaczęła się całkiem zwyczajnie, ale również jak bajka była bardzo wciągająca i jak „Niekończąca się historia” trwa nieprzerwanie.

A zaczęło się tak:

pierwsza rzecz jaką zrobiłam, było ciężko, tym bardziej, że praktycznie miałam tylko naprawdę minimum z potrzebnych materiałów

a ten świecznik to jeden wielki niewypał, nie wiedząc, że nie nakleja się serwetek na ciemnym tle, pomalowałam świecznik na czarno i nakleiłam wycięte z serwetki czerwone serduszka, wiadomo jaki był efekt, chcąc to jakoś uratować, pomalowałam te serduszka czerwoną farbą i tak powstał mój nieudany świecznik, ale i tak go lubię Uśmiech

na tą karafkę nie miałam zupełnie pomysłu, ale stała taka brzydka, więc chociaż trochę ją ożywiłam

i mój pierwszy lampion i nieudolne próby malunku Mrugnięcie okiem

wazonik kupiony w Ikea i pierwsze próby cieniowania

i jeszcze dwa inne wazoniki

naczynia w domu się wyczerpały i poszły pod młotek butelki